Jest noc. W lesie nie dzieje się nic — przynajmniej tak wygląda to dla człowieka. Ale kilka metrów nad ziemią trwa pościg, którego nie widać i nie słychać. Jedna strona poluje. Druga uczy się nie dać się złapać.
Nietoperz wykonuje kolejny zwrot i wysyła serię ultradźwięków. Echo wraca błyskawicznie: coś leci przed nim. Cel namierzony.
Tyle że ofiara też nie jest bezradna.
Mopek należy do tych nietoperzy, które wyspecjalizowały się w polowaniu na ćmy. To wymagający przeciwnik — ćmy są aktywne nocą, szybkie i u wielu gatunków wykształciły zdolność wykrywania drapieżników.
Dosłownie.
Choć ćmy nie mają uszu podobnych do naszych, część gatunków potrafi słyszeć ultradźwięki. Dla nich odgłos polującego nietoperza działa jak alarm przeciwlotniczy. Kiedy usłyszą charakterystyczne sygnały, zaczynają manewrować, gwałtownie skręcają, pikują w dół albo po prostu spadają między liście.
Dla takich gatunków jak gacek brunatny sytuacja wygląda inaczej. Ten nietoperz również chętnie poluje na ćmy, ale robi to bardziej klasycznie — lata wolno, przeszukuje przestrzeń wyraźniejszymi sygnałami echolokacyjnymi i często łapie owady bardzo blisko roślinności. Zdarza mu się nawet zbierać je bezpośrednio z liści albo gałęzi. Ćma ma wtedy większą szansę wcześniej usłyszeć drapieżnika albo wykonać manewr ucieczkowy.
Większość nietoperzy podczas pościgu zwiększa tempo i natężenie echolokacji — im bliżej ofiary, tym częściej i wyraźniej „oświetla” ją dźwiękiem. To skuteczna metoda, ale ma wadę: ćmy mogą usłyszeć zbliżającego się łowcę.
Mopek obrał inną strategię. Badacze zwracają uwagę, że wysyła wyjątkowo ciche sygnały echolokacyjne — nawet kilkanaście razy słabsze niż u wielu innych polujących w locie nietoperzy. Nie wyłącza echolokacji całkowicie, ale używa jej oszczędnie. Dzięki temu ćma odbiera jego obecność dużo później albo nie zdąży zareagować.
To jednak nie wszystko. Gdy mopek znajdzie się blisko celu, prawdopodobnie nie polega wyłącznie na echu własnych sygnałów. Może wykorzystywać także inne informacje — zapamiętany kierunek lotu ofiary, bardzo krótkie impulsy oraz dźwięki wydawane przez samą ćmę: rytm uderzeń skrzydeł czy szelest podczas lotu.
Nie skrada się do nieruchomej ofiary. Raczej podąża za lecącą ćmą tak cicho, żeby zorientowała się dopiero w ostatniej chwili.
To trochę tak, jakby jeden łowca szukał ofiary reflektorem, a drugi poruszał się przy przygaszonym świetle i bardziej nasłuchiwał niż świecił.
Nie oznacza to jednak końca wyścigu. Ćmy również nie stoją w miejscu.Znacznie więcej gatunków ciem potrafi odbierać ultradźwięki, niż je wytwarzać. Narządy słuchu wykształciły między innymi liczne sówkowate (*Noctuidae*), dzięki czemu mogą wykrywać zbliżające się nietoperze i rozpocząć gwałtowny manewr ucieczkowy jeszcze przed atakiem.
Są jednak i takie, które odpowiadają własnym sygnałem. Najlepiej poznano to u przedstawicieli niedźwiedziówkowatych (*Erebidae*), między innymi u gatunku *Bertholdia trigona*. Kiedy wykryją zbliżającego się nietoperza, uruchamiają narządy wydające serię bardzo szybkich kliknięć. Badania sugerują, że dźwięki te mogą zakłócać echolokację drapieżnika i utrudniać mu ocenę położenia ofiary.
U części gatunków ultradźwięki pełnią też inną funkcję — działają jak ostrzeżenie: nie warto mnie atakować. Efekt? Żadna ze stron nie wygrywa ostatecznie. Nietoperze stają się coraz lepszymi łowcami. Ćmy coraz trudniejszym celem.
I właśnie dlatego, kiedy patrzymy nocą na spokojny las, łatwo przeoczyć, że nad naszymi głowami trwa jeden z najbardziej wyrafinowanych pojedynków w świecie zwierząt.
Fot. Błażej Wojtowicz, zdjęcie mopka zachodniego


