Widziałam je po raz pierwszy w dużym mieście na Sumatrze. Gdy zapadł zmierzch, nad ulicami i koronami drzew zaczęły pojawiać się majestatyczne sylwetki rudawek. Jedna za drugą, spokojnym, pewnym lotem przecinały ciemniejące niebo. Stałam i patrzyłam na nie bez końca. Były ogromne – znacznie większe od nietoperzy, które znamy z Europy. Ich szeroko rozpostarte skrzydła i niezwykle dostojny lot sprawiały, że trudno było oderwać od nich wzrok. Patrzeć do woli na latające lisy, czyli ogromne owocożerne nietoperze zwane rudawkami, było moim marzeniem. Tamtego wieczoru na Sumatrze wreszcie się spełniło.
Później widziałam je również na Cejlonie i w Australii. Za każdym razem ten widok budził ten sam zachwyt. Tysiące rudawych sylwetek unoszących się nad drzewami sprawiało wrażenie, jakby całe niebo ożywało. To jedno z najbardziej niezwykłych przyrodniczych widowisk, jakie można zobaczyć.
Wielu ludzi sądzi, że wszystkie nietoperze poruszają się dzięki echolokacji. Rzeczywiście, zdecydowana większość spośród blisko 1500 gatunków nietoperzy wykorzystuje echolokację – wysyła ultradźwięki i analizuje wracające echo, dzięki czemu potrafi latać w całkowitych ciemnościach, omijać przeszkody i chwytać owady w locie. Jednak istnieje fascynujący wyjątek.
Są nim właśnie rudawki, czyli latające lisy należące do rodziny rudawkowatych (Pteropodidae). Większość przedstawicieli tej rodziny, w tym australijskie rudawki okularowe, nie korzysta z echolokacji. Drogę do pożywienia odnajdują dzięki doskonale rozwiniętemu wzrokowi, wyjątkowo czułemu węchowi oraz znakomitej pamięci przestrzennej. Dzięki dużym oczom świetnie widzą nawet przy bardzo słabym oświetleniu, a zapach dojrzewających owoców potrafią wyczuć z dużej odległości.
Wyjątek stanowi kilka gatunków z rodzaju Rousettus, zwanych rudawkami jaskiniowymi. Potrafią one orientować się w ciemnych jaskiniach za pomocą prostszej echolokacji, wydając charakterystyczne kliknięcia językiem. Nie jest to jednak echolokacja krtaniowa, z której korzysta zdecydowana większość pozostałych nietoperzy.
Nie oznacza to jednak, że rudawki są mniej sprawnymi lotnikami. Wręcz przeciwnie. Niektóre gatunki pokonują każdej nocy kilkadziesiąt, a nawet ponad sto kilometrów w poszukiwaniu pożywienia. Lecą wysoko nad lasami i miastami, często wykorzystując dobrze zapamiętane trasy między miejscami odpoczynku a owocującymi drzewami. Ich lot jest spokojny, majestatyczny i niezwykle oszczędny energetycznie.
To właśnie doskonały wzrok i węch sprawiają, że rudawki wyglądają inaczej niż większość nietoperzy. Ich duże oczy, wydłużony pysk i gęste futro sprawiają, że bardziej przypominają lisy niż swoich owadożernych kuzynów. Nie bez powodu w języku angielskim nazywane są flying foxes, czyli latającymi lisami. W przeciwieństwie do niewielkich europejskich nietoperzy są zwierzętami dużymi – rozpiętość skrzydeł największych gatunków może dochodzić nawet do półtora metra.
Co ciekawe, badania ewolucyjne wskazują, że przodkowie wszystkich współczesnych nietoperzy prawdopodobnie posiadali echolokację krtaniową. U większości rudawkowatych zdolność ta została w toku ewolucji utracona, ponieważ przy diecie opartej głównie na owocach, kwiatach i nektarze skuteczniejsze okazały się doskonały wzrok oraz węch. Poszukiwanie nieruchomych owoców nie wymaga bowiem precyzyjnego wykrywania szybko poruszających się ofiar za pomocą ultradźwięków.
Rudawki pełnią przy tym niezwykle ważną rolę w tropikalnych ekosystemach. Są jednymi z najważniejszych rozsiewaczy nasion oraz zapylaczy drzew. Przenosząc pyłek i nasiona na znaczne odległości, pomagają odradzać się lasom deszczowym. Można powiedzieć, że każdej nocy wykonują niewidzialną pracę leśników tropików, przyczyniając się do odnowy i zachowania różnorodności biologicznej.
Najbliżej poznałam rudawki podczas pobytu w Australii. Tam miałam okazję obserwować rudawki okularowe – zarówno w ciągu dnia, gdy setkami odpoczywały wysoko w koronach drzew w miejskim parku, jak i wieczorem, kiedy po zmierzchu wyruszały na nocne żerowiska. Z daleka przypominały ciemne owoce zwisające z gałęzi. W ciągu dnia w kolonii panował nieustanny gwar – zwierzęta przekomarzały się, poprawiały skrzydła i zmieniały miejsca. Dopiero po zachodzie słońca rozpoczął się prawdziwy spektakl. Jedna po drugiej opuszczały swoje kryjówki w koronach drzew i majestatycznie odlatywały na nocne żerowiska. Dla chiropterolożki był to widok, którego nie da się zapomnieć.
W okolicach Cairns odwiedziłam również ośrodek rehabilitacji rudawek. Trafiają tam zwierzęta osierocone, ranne lub wyczerpane – najczęściej po zaplątaniu w siatki chroniące drzewa owocowe, zderzeniach z samochodami czy podczas fal upałów, które w Australii powodują śmierć wielu tych zwierząt. W ośrodku otrzymują specjalistyczną opiekę weterynaryjną, a po odzyskaniu sił wracają do swojego naturalnego środowiska. To właśnie tam mogłam po raz pierwszy przyjrzeć się rudawce z bardzo bliska. Jej duże, ciemne oczy, miękkie rudobrązowe futro i wydłużony pysk sprawiały, że bardziej przypominała małego lisa niż nietoperza. Wtedy jeszcze lepiej zrozumiałam, skąd wzięła się angielska nazwa flying fox – latający lis.
Dziś, gdy wspominam wieczory spędzone na Sumatrze, Cejlonie i w Australii, jestem pewna, że obserwacja rudawek była jednym z najpiękniejszych doświadczeń w moich podróżach przyrodniczych. Ich wielkie oczy, majestatyczny lot i niezwykła biologia sprawiły, że na zawsze pozostaną jednymi z najbardziej fascynujących ssaków, jakie miałam okazję poznać. A odpowiedź na pytanie postawione w tytule jest jednoznaczna – nie wszystkie nietoperze używają echolokacji. Rudawki udowadniają, że natura potrafi znaleźć zupełnie inne rozwiązania.


